Orzeł Strategia Biznesowa
Case Studies

Jak uratowaliśmy 14 godzin tygodniowo w hurtowni z Radomia

Autor Marek Wiśniewski, Starszy Analityk·12 listopada 2024·5 min czytania

Zaczęło się od tego, że Andrzej, właściciel hurtowni Art-Papier w Radomiu, przestał sypiać spokojnie. Jego firma rosła, ale on zamiast planować rozwój, spędzał popołudnia na szukaniu zagubionych faktur i poprawianiu błędów w zamówieniach. Widzieliśmy to czarno na białym: chaos zżerał jego marże i czas dla rodziny.

Bałagan, który kosztował realne pieniądze

Hurtownia Art-Papier działa w Radomiu od 2016 roku i przez długi czas radziła sobie świetnie na czystej intuicji właściciela. Jednak przy skali 156 stałych klientów, stara metoda 'wszystko mam w głowie' przestała działać. Gdy odwiedziliśmy ich biuro po raz pierwszy, Andrzej pokazał nam biurko, na którym leżało 47 nieopisanych faktur od dostawców. Nikt nie wiedział, które są zapłacone, a które czekają na termin. To powodowało przestoje w dostawach, bo dostawcy blokowali wysyłki towaru przez zaległości rzędu kilku tysięcy złotych, o których Andrzej po prostu zapomniał.

Analiza procesów zajęła nam 4 dni robocze. Sprawdzaliśmy fakty, nie obietnice pracowników. Wyliczyliśmy, że pani Beata z księgowości spędza średnio 3 godziny dziennie na przepisywaniu danych z papierowych WZ-ek do komputera. To był klasyczny przykład marnotrawstwa. W tym samym czasie magazynierzy czekali na wydruki, paląc papierosy i generując koszty stałe bez żadnego pożytku dla firmy. Widzieliśmy to czarno na białym: firma traciła potencjał na rozwój, bo utonęła w papierach.

Bałagan, który kosztował realne pieniądze

Jak znaleźliśmy te 14 godzin?

Nasza metoda była prosta: stoper w ręku i obserwacja. Przez dwa dni towarzyszyliśmy pracownikom w ich codziennych zadaniach. Okazało się, że najwięcej czasu ucieka na komunikację między biurem a magazynem. Magazynier, pan Jurek, musiał pokonywać 85 metrów za każdym razem, gdy klient chciał zmienić ilość zamawianego towaru w ostatniej chwili. Robił to około 19 razy dziennie. To prawie półtorej godziny samego chodzenia i gadania, które nic nie wnosiło do marży firmy.

Drugim 'złodziejem czasu' był proces reklamacji. Każdy zwrot od klienta trwał średnio 54 minuty obsługi biurowej. Trzeba było znaleźć oryginał faktury w archiwum, zrobić ksero, zadzwonić do kuriera i ręcznie wpisać korektę. W skali tygodnia hurtownia miała około 11 takich przypadków. Wdrożyliśmy prosty folder współdzielony i nadaliśmy uprawnienia do edycji stanów magazynowych w czasie rzeczywistym. Bez zbędnego gadania, czas obsługi reklamacji spadł do 14 minut na jedno zgłoszenie.

Sprawdzaliśmy fakty, nie obietnice. Okazało się, że pracownicy tracą 3 godziny dziennie na zwykłe chodzenie między biurkami.
Jak znaleźliśmy te 14 godzin?

Rozwiązania, które nie bolą portfela

Większość firm doradczych zaczęłaby od namawiania Andrzeja na system ERP za 50 tysięcy złotych. My w Orzeł Strategia Biznesowa wiemy, że małe firmy z Radomia nie mają takich budżetów na start. Zamiast tego wykorzystaliśmy darmowe narzędzia, które Andrzej już miał w pakiecie biurowym, ale z nich nie korzystał. Stworzyliśmy prostą instrukcję stanowiskową dla każdego z 5 pracowników. Każdy dostał jasną listę: co robi o 8:00, co o 12:00, a co przed wyjściem do domu. Proste zasady, lepsze wyniki.

Kolejnym krokiem było przeszkolenie zespołu z obsługi klienta zagranicznego. Andrzej chciał sprzedawać do Niemiec, ale bał się bariery językowej i innych przepisów. Przygotowaliśmy 7 gotowych szablonów wiadomości po niemiecku i angielsku, które załatwiają 92% typowych pytań od kontrahentów. Dzięki temu biuro przestało panikować, gdy na ekranie pojawiał się numer z kierunkowym +49. Koszty wdrożenia zamknęły się w kwocie mniejszej niż jeden miesięczny leasing auta dostawczego.

Konkretne wyniki po 3 miesiącach

Dzisiaj, trzy miesiące po naszej interwencji, liczby mówią same za siebie. Andrzej odzyskał 14.2 godziny tygodniowo, które teraz poświęca na negocjacje z nowymi dostawcami z Czech. Firma obsłużyła w zeszłym miesiącu 187 zamówień bez ani jednej pomyłki w asortymencie. Poprzednio błędy zdarzały się w co dziesiątej paczce. To nie tylko oszczędność na kurierach, ale przede wszystkim święty spokój i lepsza opinia w Google, która podskoczyła z 4.1 na 4.7 przy 47 nowych opiniach.

Najważniejsza zmiana zaszła jednak w głowach zespołu. Pracownicy przestali się bać kontroli, bo procesy są teraz jasne. Wiedzą, że jeśli wykonają swoje zadania według nowej rozpiski, wyjdą z pracy punkt 16:00. Andrzej przestał być 'strażakiem' gaszącym pożary w biurze i stał się właścicielem firmy. Właśnie przygotowujemy dla niego strategię wejścia na rynek czeski, bo dzięki uwolnionemu czasowi ma wreszcie zasoby, żeby o tym realnie myśleć. Jeśli chcesz podobnych efektów, zarezerwuj 20-minutową konsultację z naszym analitykiem.

Andrzej przestał być strażakiem gaszącym pożary, a stał się prawdziwym właścicielem firmy, który ma czas na rozwój.
Konkretne wyniki po 3 miesiącach